Zapiski z oblężonego miasta, czyli świat oczami inteligenta
counter
środa, 20 sierpnia 2008
Będąc ofiarą dzisiejszej przerwy w dostawie prądu spowodowanej jakąś awarią wlokłem się smętnie w kierunku pracy. Większość chodnika na Puławskiej oddano rowerzystom, którzy i tak nagminnie jeżdżą po chodniku właśnie, więc szedłem wygodnie ścieżką rowerową, narażając się na mandat, ale przynajmniej nie na zderzenie z rowerem... Odczuwałem silny brak papierosów, ale pomyślałem sobie, że przecież w Lagunie można je nabyć.

Ha, ha, ha... Słynny Market Laguna, od niepamiętnych czasów obsługujący nocą wszelkich spragnionych, czynny zawsze, nawet w święta, zniknął. Po cichu, bez protestów, bez werbli i walk, zniknął sklep, który był elementem mojej tożsamości lokalnej. Choć od dawna nie robiłem już w nim zakupów (nie znajdziesz droższego sklepu od Laguny, mawiano w okolicy) to jednak jego istnienie wpływało uspokajająco na każdą imprezę i popijawę u mnie w domu. A teraz... Tak po prostu odszedł. Wykończony pewnie konkurencją pobliskiej stacji benzynowej, która oprócz trunków oferuje także hot dogi i ponoć nawet benzynę.

Napisałem szybko smsa do siostry: „Laguny nie ma. Będzie jakiś bank”

Odpisała równie szybko: „Świat się kończy.”
 

Do następnego,

Intel-e-gent



18:53, intel-e-gent , osobizde ;)
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 18 sierpnia 2008
Tak powinien brzmieć tytuł filmu, który nie wiedzieć czemu nosi tytuł „Przebudzenie” i jest cienkimi popłuczynami po motywach „Comy”. W obu tych filmach mamy motyw lekarzy dorabiających się na przeszczepach i śmierci pacjentów. Ale w tym filmie...

Ponoć główny bohater jest inteligentnym i rzutkim rekinem biznesu mającym serce, co już samo w sobie jest mało prawdopodobne. No i tenże mózgowiec dopiero w stanie śmierci klinicznej doznał olśnienia i połączył fakty pomimo tego, że już wcześniej miał ich wystarczającą ilość, aby domyślić się, że żona ma go w dupie (przepraszam, że zdradzam przebieg akcji) i zależy jej tylko na jego kasie. Jakby nie mógł się domyślić, że przy jego aparycji (gra go Hayden „Drewniana Twarz” Christensen znany szerzej z roli Anakina Skywalkera) kobieta mogła polecieć tylko na pieniądze...

Ale nie w tym tak naprawdę jest problem. Materiał wyjściowy jest w sumie niezły i można było zrobić z tego ciekawy i trzymający w napięciu 25 minutowy odcinek „Strefy Mroku” (pamiętacie to jeszcze?), ale na boga, nie niemal 90 minutowy film!

Gdzieś w trakcie zdrzemnąłem się nieco i dopiero gdy moja młodsza siostra subtelnie dała mi znać łokciem po żebrach, że chrapię obudziłem się na samo zakończenie. Które nijak nie odbiegało od moich przewidywań, niestety...

No i nie da się ukryć, że Jessicę Albę z jej słodkimi oczkami i równie drewnianą twarzą jak u Anakina wolałbym chyba jednak zobaczyć w jakimś pornosie. Może przynajmniej w nim grałaby więcej niż jedną miną...

Do następnego,

Intel-e-gent

PS Ale nachosy mieli dobre :)

22:29, intel-e-gent , Kino
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 lipca 2008
To był naprawdę fatalny bankiet. Nie dość, że pod gołym niebem, na niewygodnym agorowym patio, to jeszcze trafiłem na stare, narzekające baby w szpilkach, które musiałem co chwila chwytać aby się nie przewróciły. Wokół było tyle wspaniałych, potykających się lasek, a ja trafiłem na te, które atrakcyjne były dla 80 latków.

No ale nic to, pomyślałem, popijając soczek. Przynajmniej można się napatrzeć na to co się dzieje. Jaaasne.

Musiałem stać tyłem, poświęcając całą uwagę najpierw paniom, potem komórce. I wysłuchiwaniu ciągłego gadania o Agencji. Tymczasem wszyscy tylko ruszali ustami, udając, że rozmawiają. Na tak sztywnym bankiecie nie byłem od czasu, gdy trafiłem na bankiet ze Święcickim, który wyżarł całego łososia zanim dano znak, że można już wchodzić i jeść. No, ale to szczegół.

Właśnie, łosoś kusząco leżał i się psuł, a ja stałem dwa metry od niego, starając się przesuwać tak aby znaleźć się bliżej i chwycić małą porcyjkę. Urocza brunetka po drugiej stronie stołu robiła to samo, a kilka metrów dalej pewna blondynka robiła się zielona na myśl o podnoszeniu do ust filiżanki z zimną kawą.

I kiedy już brunetka wyciągnęła rękę, kiedy już upragniony łosoś był prawie w zasięgu jej palców... rozległ się krzyk:

NIE JEMY REKWIZYTÓW!

No tak... plan filmowy ma swoje bardzo istotne wady.

Do następnego,

Intel-e-gent


20:48, intel-e-gent , Kino
Link Komentarze (3) »
sobota, 12 lipca 2008

 

Sam nie wiem jak to się stało. Impuls, kliknięcie myszką w zdjęcie i nieśmiałe pytanie czy możemy porozmawiać. Śmieszne, ale to był mój pierwszy raz. Naprawdę.

I ulga z drugiej strony, że nie jestem „kolejnym napalonym Arabem, Turkiem albo bambusem”.

Kilka zdawkowych zdań, badania terenu. Takie rozpoznania bojem. Wydawało się, że to się skończy na dwóch – trzech listach. I nagle piorun z nieba. Jednego dnia kilkadziesiąt listów. Tego nie można się było spodziewać.

A już na pewno nie można było przewidzieć, że osoba siedząca kilkaset kilometrów dalej będzie miała to samo poczucie humoru, podobne widzenie świata i podobny gust mając zupełnie inne poglądy.

Wsiąkliśmy zupełnie. To było widać, że nie tylko ja co chwila zaglądam czy nie przyszła nowa wiadomość. Że do domu biegnie się z pracy tylko po to, by włączyć komputer i być on-line.

A przecież nie o to chodziło. Chciałem tylko porozmawiać, a nie uzależniać się od drugiej osoby. Jest na to jeszcze za wcześnie, poza tym myślami byłem przy tym by zainteresować sobą kogoś zupełnie innego, zupełnie inną kobietę, która już niemal schwytała mnie w swoją sieć.

A tu klops.

I te cudowne osiągnięcia nowoczesnej techniki. Słuchawki na uszach i pierwsze nieśmiałe „halo” a potem śmiech i rozmowa do czwartej rano. Umawianie się co będziemy robić, jak się spotkamy. Zarzekanie się, że nie jesteśmy łatwi.

Że to jeszcze za wcześnie, że trzeba poczekać.

Że rozsądek...

Dobra, pierdziu.

Wsiadam w pociąg bynajmniej nie byle jaki i mam w nosie konwenanse. Jadę do ... by do umysłu i słuchu dołączyć wzrok, dotyk i węch...

Jestem szalony... la la la
Dobrze mi z tym... la la la

Do następnego,

Intel-e-gent

PS Spokojnie, nie zacząłem słuchać disco-polo ;)

11:39, intel-e-gent
Link Komentarze (3) »
sobota, 05 lipca 2008
W pierwszej chwili nie poznałem jej. Siedziała przy barze wpatrując się melancholijnie w kieliszek. Rozejrzałem się niepewnie, bo spóźnianie się nie było w jej zwyczaju. Moją uwagę przykuło pudełko papierosów, takie jakie paliła. To była ona. I jeszcze mnie nie zauważyła.

Zrozumiałem czemu nie rozpoznałem jej od razu. Jeszcze nigdy nie widziałem jej umalowanej. Miała mocno umalowane oczy, ale reszta była stonowana. Jak niewiele potrzeba by zmienić człowieka. Teraz jednak miałem przewagę w tej części damsko-męskiej rozgrywki.

Zaszedłem ją z tyłu i stanąłem obok niej. Mocnym, pewnym głosem (to zadziwiające, ale pomimo zdenerwowania udało mi się opanować) zapytałem barmana o jakieś głupstwo, kątem oka spoglądając na nią. Zareagowała. Leniwie odwróciła głowę i spojrzała na mnie. Uśmiech zakwitł na jej ustach.

To ona musiała wyjść z inicjatywą. Tak jak chciałem. I to był jedyny sukces tego wieczoru. Doskonale wiedziałem, że nie będę z nią sam na sam. Wokół niej zawsze krążyło wielu mężczyzn, niczym ćmy wokół ognia. To zadziwiające, jak tak sympatyczna i pełna ciepła dziewczyna potrafi okręcić sobie wokół palca wszystkich przedstawicieli płci przeciwnej znajdujących się w pobliżu. Niczym gwiazda chwytała każdego kogo chciała i przyciągała do siebie z siłą równą nieubłaganej sile grawitacji.

Patrzyła mi głęboko w oczy. Zuchwale, zupełnie jak nie ja, odpowiadałem na te spojrzenia. Powstrzymywałem się od mówienia o wszystkim, od męskiego odpowiednika trajkotania. Milczenie było tego wieczoru cenniejsze od złota. Oczywiście we właściwych momentach.

Zdawałem sobie bowiem sprawę, że nie mogę wlecieć w płomień. Nie teraz. Jeszcze nie w tej chwili. Że muszę jeszcze poczekać, aż odpocznę. Aż wrócę do równowagi po tym co się stało w ciągu ostatniego roku.

Nawet jeśli bym ją zdobył, to musiałbym się dzielić. A ja nie umiem się dzielić i nie chcę. Jestem zazdrosny i zaborczy, choć unikam okazywania tego.

Pilnowałem swego pancerza, nie wiedząc, że ona zachodzi mnie z flanki. Pociągnęła mnie za rękę i wpadłem w wir tańca. Poczułem zapach jej ciała i perfum. Jej serce biło przy moim, a muzyka grała jak szalona. Aromat młodej kobiety nie dał mi szans...

Ćma wleciała do ognia.
 
Do następnego, 
 
Intel-e-gent 

18:33, intel-e-gent , Literackie
Link Komentarze (7) »