Zapiski z oblężonego miasta, czyli świat oczami inteligenta
counter
sobota, 28 marca 2009

Nie wiem co mnie podkusiło, żeby oglądać mecz polskiej reprezentacji. Może brak innych opcji, może brak pieniędzy... A może złudna nadzieja, że skoro nie oglądałem od dawna polskiej reprezentacji, to może rzeczywiście stała się lepsza... 

Co prawda Roger nauczył się najważniejszej polskiej frazy (k... mać), ale niestety mecz jest pokazową demonstracją co może się stać, gdy woda sodowa uderzy do głowy. Artur Boruc był najlepiej zapowiadającym się polskim bramkarzem.

Niestety, nadmiar pochwał zamienił go w przygrubą gwiazdę tabloidów zajmującą się głównie demonstrowaniem swojego katolicyzmu, zmienianiem kochanek i odcinaniem kuponów na 10 lat przed emeryturą.

I tak to się kończy

 

 

Żal ściska nie tylko pośladki.

 

Boruc idź na urlop chłopie, odpocznij, potrenuj i wtedy wróć. Najlepiej w formie.

Do następnego,

Intel-e-gent (na sportowo) 

19:55, intel-e-gent
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 stycznia 2009

Mimowolnie usłyszane:

- Stary, pogadajmy o dupach...

- Eeeee... o dupach? Jak są, to dobrze, jak nie ma też dobrze...

- No. Tylko czemu bilety do Gdańska są takie drogie?

- I dlatego związki na odległość nie mają przyszłości...

Do diaska, coś w tym jest...

Do następnego,

Intel-e-gent

20:55, intel-e-gent
Link Komentarze (2) »
czwartek, 15 stycznia 2009

 

Jeden dzień, dwa miasta, dwie rozmowy o pracę, dwie jazdy pociągiem, dwa spacery i jedna kawa w centrum handlowym.

Znaczy się środa.

Może trochę pozytywów. Pociągi, którymi jechałem były czyste, ogrzewane i na dodatek miały wszędzie kontakty. Naprawdę! Aha, podróżowałem relacją Warszawa – Kraków (i odwrotnie). Znaczy się można... Co prawda ceny zabójcze dla kieszeni, a poczęstunek marny, ale nie można mieć wszystkiego, prawda?

Rozmowy o pracę przebiegły tradycyjnie, aczkolwiek pytam wszem i wobec co dziwnego jest w tym, że facio ze stolycy szuka pracy, pasującej do jego predyspozycji, w Krakowie? Czy to jest naprawdę aż tak niezwykłe, że wymaga to półgodzinnego przesłuchania podczas anterwju? I krzyżowego ognia pytań?

Największe zdziwienie wzbudziła we mnie czysto warszawska firma Wedel (wiem, teraz to już Cadbury Wedel czyli część wielkiej korporacji), która oferuje w swojej pijalni czekolady (w której wypiłem lurowatą kawę) ni mniej ni więcej tylko pamiątki z Krakowa w formie wyprodukowanych w Warszawie czekolad... Wedel by tego nie wymyślił, ale jakiś mózg od marketingu a i owszem. Absurdalność tej sytuacji ubawiła mnie w trakcie wizyty.

Większy absurd jest chyba jednak krakowskiej produkcji.

Powodowany potrzebą udałem się na poszukiwania toalety. Pierwsza niespodzianka: otóż w olbrzymim centrum handlowym jakim jest Galeria Krakowska są tylko dwie toalety. I to niezbyt duże. Zważywszy na bliskość dworca kolejowego, na którym toalety są płatne, jest to zdecydowanie zbyt mała ilość. Co widać po stanie urządzeń w toaletach. Tak na marginesie, nie mam pojęcia jak można rozwalić kabinę w toalecie.

Dyrekcja CH zauważyła problem. Próba rozwiązania jest co najmniej oryginalna... O ile to jest próba rozwiązania. Szczegóły na zdjęciu.

50 gr dobrowolnej opłaty za toaletę... śmiać się czy płakać?


Nie ma to jednak ja CK Kraków. Z jednej strony pamiątki z Krakowa wyprodukowane w Warszawie przez międzynarodowy koncern, a z drugiej strony prośba o dobrowolne datki na obsługę toalet, zupełnie jakby najemcy CH nie płacili czynszów i brakowało środków na wynagrodzenia.

He, he, he

Do następnego,

Intel-e-gent

22:16, intel-e-gent
Link Komentarze (1) »
Szanowna publiczności... nie mogę wyrazić słowami jak bardzo jestem wzruszony...
Dziękuję mamie, tacie, siostrom, byłej partnerce, obecnym kochankom (sztuk zero), byłym kochankom (liczba mieszcząca się w przedziale zamkniętym pomiędzy zerem a nieskończonością), nieistniejącemu psu z jego nieistniejącymi kupkami...

No, dostałem nagrodę i tyle. To, że za tą nagrodą nie poszedł żaden przelew na moje konto już jest naprawdę nieistotne, liczy się fakt jej otrzymania. A więc... Proszę Państwa, odbieram ze wzruszeniem, z rąk
Michała Gwiazdowskiego, nagrodę Uber Amazing Blog...
 
Nagroda Uber Amazing Blog
 
 
 
Skoro ją już dostałem, to nie chcę jej trzymać przy sobie. Nagroda ta ma to do siebie, że trzymać jej przy sobie nie można. Należy ją przekazać dalej. W związku z tym jest to, cholera jasna, drugi już blogowy łańcuszek, który przekazuję dalej. Z czystym sumieniem, gdyż pozwala on promować to, co według mnie wartościowe. I przy okazji promuje pomysłodawcę nagrody...

Zasady są proste:

Nagroda - wyróżnienie "Uber Amazing Blog" przyznawana jest blogom, które:
- inspirują lub
- rozśmieszają, poprawiają humor lub
- podają ciekawe informacje lub
- świetnie "się czytają" lub
- mają niesamowity wygląd lub
- wyróżniają się w inny sposób czyniący je "Uber Amazing".

Zasady przyznawania nagrody-wyróżnienia są następujące:
- należy umieścić logo na swoim blogu lub w komentarzu;
- wyznaczyć przynajmniej 5 blogów (lub więcej), które są dla Ciebie Uber Amazing;
- powiadomić wyróżnionych o otrzymaniu nagrody Uber Amazing Blog, przez wpisanie komentarza na ich blogach;
- wstawić ten link oraz link do osoby od której otrzymałeś(aś) wyróżnienie."

W związku z tym nagrodę z rąk moich otrzymują:

Segritta, ma niespełniona miłość, he he he... za to, że potrafi rozwalić każdy patos, za to, że „pierdoli łańcuszki” i przede wszystkim za to, że dzięki niej zacząłem wreszcie poprawnie używać przecinków (czasem). Generalnie za to, że po czytaniu Segritty czuję jak humor poprawia się jak po stosunkowo udanej nocy...

Marzatela, której blogi są czystą przyjemnością dla czytelnika, ale że prymat daję polityce, to przede wszystkim za jej konsekwencję w głoszeniu stonowanych poglądów, co jest rzadkością w dzisiejszej Polsce.

Mr.Magdaro, za jej nos i zapachy, które aż się czuje czytając, dzięki czemu jestem na bieżąco poinformowany o trendach rynku perfumiarskiego bez wychodzenia z domu.

Zbiorową nagrodę dostaje Blog Powszechny, za to, że udowadnia, że o ważnych dylematach moralnych ludzie Kościoła mogą pisać ciekawie i bez zacietrzewienia.

A na deser zostawiłem Anulinę. Za to, że po czytaniu jej bloga mam ochotę się śmiać.
 
 
A ponieważ lubię łamać zasady... Nikomu nie zostawię komentarza powiadamiającego! 
 
Do następnego,

Intel-e-gent

poniedziałek, 29 grudnia 2008

Oczywiście, kto nie ma w głowie ten ma zdrowy spacer. Jak zwykle zapomniałem o kupnie papierosów i w pierwszy dzień świąt stanąłem przed wyborem - albo spacer w poszukiwaniu czynnego sklepu albo zaczynam rzucanie palenia.

Ponieważ jestem fanatykiem spacerów wybór okazał się prosty.

Kroki swe skierowałem na południe, powodowany awersją do okolic hotelu Forum (zwanego teraz Novotelem) i raźnym krokiem ruszyłem z Placu Zbawiciela. Na wysokości Narbutta doszedłem do wniosku, że jedynym ratunkiem jest pewnie Statoil przy Parku Dreszera. Palić chciało sie coraz bardziej, na szczęście nie było tłumów, więc nie było komu mnie wkurwiać. Rozanielony mimo braku nikotyny szedłem więc podziwiając piękno Puławskiej (elewacje do remontu, subito!), odkryłem nowy sklep mięsny, zaskoczyła mnie pozytywnie starsza pani, która grzecznie zebrała kupkę swojego pieska do torebki (proszę można) i...

Dotarłem na Statoil. Pierwsze co mnie uderzyło to pustki pod dystrybutorami (na pewno można tu kupić paliwo??) i tłum kłębiący się w środku. Lekko zrezygnowany wszedłem do środka (ach ten nałóg) i ujrzałem, że lodówki zazwyczaj wypełnione po brzegi piwem są niemal puste. Wzruszyłem ramionami i uznałem, że poszukam przy okazji jakichś paluszków, ale te zniknęły jak mięso za komuny, bo ino puste haki były (tyle że papierowe ;) ).

Grzecznie ustawiłem się w kolejce (jako jedyny bez napojów alkoholowych w ręku) i po 20 minutach dotarłem do kasy. I tu szok, półki z winami wyczyszczone niemal do ostatniego wina tańszego niż 30 złotych za butelkę, a tańszych marek papierosów zostały jakieś smętne resztki... Na szczęście moje były (ufff....).

Z szoku zapytałem co się stało, a pani uprzejmie mi odpowiedziała, że przed jakąś tam pasterką (Pasterką) i tuż po mieli istny najazd Hunów. Tyle że ten pierwszy jeszcze był kulturalny. Skinąłem głową, wbiłem pin, zabrałem szlugi i wyszedłem.

I tak się zastanawiam, co to jest ta "pasterka", że tak alkohol znika?

Do następnego,

15:35, intel-e-gent , osobizde ;)
Link Komentarze (1) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 61