Zapiski z oblężonego miasta, czyli świat oczami inteligenta
counter
poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Gdy zasilacz mojego laptopa nagle wypluł z siebie kłęby dymu, a korki w mieszkaniu szczęknęły złowieszczo i zapadła ciemność poczułem ulgę. Przede wszystkim dlatego, że przeżyłem...

Niestety, jak się okazuje, komputer przenośny jest przenośny tylko z nazwy. Zbyt częste transportowanie go z miejsca na miejsce przyspiesza proces degradacji części. W przypadku mojego zasilacza skończyło się jak skończyło. Trwa proces reanimacji laptopa, który podobno przeżył.

Stanąłem więc przed perspektywą straszliwą dla człowieka uzależnionego od infostrady. Brak sieci, brak wiadomości, brak możliwości dodawania czegokolwiek do zasobów.

I nagle poczułem się wspaniale.

Po weekendzie bez dostępu do sieci, bez czytania poczty, wysyłania mejli, gadania na gg czy innych aktywności sieciowych, boli mnie tyłek od jazdy na rowerze (nie mogłem się zmoblizować od miesięcy), głowa boli od niewyspania po przegadanej nocy, a nogi od spacerów.

Nagle znalazł się czas na spotkania ze znajomymi, rozmowy i robienie rzeczy nie związanych z patrzeniem w niebieskawą poświatę monitora.

Więc, gdy zapłonie ci komputer - raduj się. Druga taka okazja nieprędko się trafi.

Do następnego,

Intel-e-gent

PS Dzisiejszy wpis jest sponosorowany przez Sister. Dziękuję za użyczenie mi na chwilę swojego lapa :)


13:58, intel-e-gent , osobizde ;)
Link Komentarze (3) »
niedziela, 19 lipca 2009

Z rosnącym zdumieniem obserwowałem rodzinę stojącą przede mną w kolejce. Obwieszony złotem facet o szerokim karku, biuściasta blondynka i, na oko, pięcioletni chłopiec.

Ona pracowicie pakowała zakupy, on jej w tym pomagał. Dzieckiem nie interesowało się żadne z nich. A chłopiec miał pomysł na zabicie nudy.

Zaczął od demolowania łańcucha, który zawiesza się, aby zablokować wyjście z kasy. Nieudolnie próbował go zawiesić, ale że wciąż nie mógł go zaczepić o kółko, to ciągnął coraz mocniej. Zaczął szarpać. Ojciec spojrzał, po czym wrócił do pakowania zakupów...

Szarp. Szarp. Nie udało się. Trzeba znaleźć inne zajęcie. O, a tu można wejść na miejsce kasjera.

Krzesło ma na dole kółko jak kierownica! Można pokręcić.

Ojciec spojrzał. Zero reakcji. Moje brwi unosiły się coraz wyżej. Zastanawiałem się nad dorzuceniem do zakupów gumy do żucia w celu przeżucia i naklejenia bachorowi na głowę z kultowym tekstem "ja też byłem wychowywany bezstresowo".

Hmm... o, jakie fajne. Nacisnę. O światełko miga. Nacisnę. Nie miga. Nacisnę...

Tego ojciec już nie zasłonił swoim karkiem, choć próbował przystępując (dopiero po spakowaniu wszystkiego!) do płacenia. Kasjerka zareagowała bardzo łagodnie, prosząc "sympatycznego kawalera o wyjście z tego miejsca". Ojciec się oburzył "On się tylko bawi, o co pani chodzi?"

Brak słów.

Cała nadzieja w tym, że dzieciak włoży kiedyś oba palce do kontaktu i wyeliminuje tym samym swoje geny z puli, ku pożytkowi społeczeństwa...

 

Do następnego,

Intel-e-gent

14:46, intel-e-gent , osobizde ;)
Link Komentarze (2) »
niedziela, 05 lipca 2009

Niedziela. Ja.

Zapalam papierosa.

Patrzę przez okno na warszawskie podwórko. Skrawek zieleni, beton i asfalt szumnie zwany patio przez część mieszkańców kamienicy (będących nowymi warszawiakami). Niebo, którego nie widzę, przecina błyskawica, dobiega grzmienie. Zaciągam się aromatycznym dymem. Widok przesłaniają mi strumienie wody.

Papieros wypalony w połowie. Podwórko przypomina jezioro. Niejasno uświadamiam sobie, że takie deszcze widziałem na Discovery w filmach z krajów tropikalnych. Hmm... Skoro tropiki przyszły do nas, to po co tam jechać?

Wzruszam ramionami i ruszam dopić zimną kawę.

Do następnego,

Intel-e-gent

15:20, intel-e-gent , osobizde ;)
Link Komentarze (1) »
sobota, 02 maja 2009

Dawno temu, gdy zaczynałem blogować, wszyscy mówili, że blogi to potęga i pokazywali przykłady blogów w USA. Wszyscy też mówili, że już za chwilę, już za moment, będzie można na blogach zarabiać... 

 

No i przez te trzy lata było to, jak to się mówi, wszystko chuj.

 

Oczywiście w zakresie siły oddziaływania blogów nic się nie zmieniło. Politycy najwyżej produkują swoje wynurzenia na różnych platformach blogowych, nie mając, zazwyczaj, nic do powiedzenia. Choć są chlubne wyjątki Senyszyn czy Palikota. A jeśli chodzi o wytrwałość, to też i Rysia Czarneckiego. Natomiast żaden anonimowy bloger nie stał się nagle wielką gwiazdą, nie wypłynął na szerokie wody itepe.

I wiecie co, tak sobie myślę, że to jednak dobrze.

 

Z drugiej strony coś się ruszyło w zakresie reklam. Pierwszy był blogvertising, który zaproponował prosty model - oni szukają frajerów, a blogerzy-frajerzy reklamują na blogu czy to umieszczając widżet z reklamą czy pisząc wpis sponsorowany. I dobrze.

Ostatnio dało o sobie znać stat24, zalewające strony swoimi layerami, zapowiadając, że zamierza się dzielić zyskami z tej agresywnej formy reklamy. Chyba zaczęli im uciekać autorzy strony, bo mało kto lubi layery.

No i teraz dołączyła Agora z AdTaily. Model ten sam co Blogvertising, tyle że bloger może też sam znaleźć sobie reklamodawcę (co mu się bardziej opłaca). Muszę powiedzieć, że podoba mi się to - prosto, łatwo i przyjemnie, tyle że rozjeżdża się pod IE. 

Niemniej jest to lepsze niż guglowe ad(non)sensy, które na blogu Lewy Sierpowy (znanym z bicia Kościoła i bankierów) umieszczają mi reklamy cudownych medalików Maryi czy banków. 

A poza tym czekam na blogera który powie, że blogowanie jest jego sposobem na zarabianie :)

Bo o anonimowego blogera w TVN 24 chyba się nie doczekam :)

Do następnego,

Intel-e-gent 

18:24, intel-e-gent , osobizde ;)
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 kwietnia 2009

Przedświąteczny spacer wbił mi się jakoś w pamięć, sam nie wiem czemu. A może dlatego, że wracając przechodziłem w pobliżu kościoła św. Michała na warszawskim Mokotowie. Ci, którzy znają okolicę wiedzą, że jakiś geniusz wytyczył tam ścieżkę rowerową zadośćuczyniającą żądaniom bicyklowego lobby. 

Marudzę trochę, bo da się iść po chodniku nie po ścieżce rowerowej, co też nauczyłem się czynić bez żadnych problemów (no dobrze, problemy były na odcinku, na którym rowerzyści namiętnie jeździli chodnikiem zamiast ścieżką, ale przecież żaden problem chodzić ścieżką, o czym za chwilę ;) )

Do kościoła spieszył tłum ludzi z koszyczkami i wszyscy jak jeden mąż (i żona) szli po ścieżce rowerowej. Nieliczni rowerzyści z trudem powstrzymywali gniew, a ja komfortowo szedłem  po chodniku. 

Zastanawiało mnie wtedy i dziś nadal mnie nurtuje - czy zdążyli się wyspowiadać z grzechu popełnienia wykroczenia (nie mówiąc o głupocie)?

Do następnego,

Intel-e-gent 

22:54, intel-e-gent , osobizde ;)
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 61