Ostatnie notki
Zakładki:
A oto nowy ja :)
Blogi mniej lub bardziej polityczne
Czytuję mniej lub bardziej regularnie
Miejsca, które lubię
O mnie
Partia, którą zazwyczaj popieram ;)
|
poniedziałek, 09 listopada 2009
Czasami, gdy nic mi się nie chce, zaglądam na swoje martwe konto na serwisie Tagged. Ot, serwis społecznościowy jak inne, tylko bliższy randkowemu niż klasycznie społecznościowemu. Co tłumaczy martwotę mojego konta. Niemniej, potrafi dostarczyć rozrywki, oj potrafi. Dziś znalazłem komentarz pod profilem Polki wdzięcznie ukazującej swój biust do obiektywu... (zdjęcia na naszaklasa.blox.pl wysiadają przy niektórych na Tagged) "Wyglądasz bardzo piękne i smaczne i chciałbym zepsuć Ci romantyczne kolacje, kwiaty i wiele i rozprzestrzeniać swoje sexy nogi i lizać się Twoje słodkie dolnej wargi aż zarezerwowane na mojej twarzy codziennie nawet po kładę moje plemniki głębi Ciebie" Nie wiem jaki był tekst oryginalny, ani w jakim języku, ale tłumaczenie automatycznego translatora zwala z nóg :) Do następnego, Intel-e-gent
środa, 28 października 2009
Masz brykę. Zajebistą brykę. Obok ciebie siedzi zajebista laska, o dziwo twoja żona, a nie kochanka. Suniesz ulicami Warszawy patrząc na wszystkich z góry. SUV daje poczucie pewności siebie. Nie potrzebujesz go, gdyż i tak masz jej dużo. Zbliżasz się do celu. Jedziesz do restauracji, a może na basen. Musisz skręcić i robisz to, nie rozglądając się zbytnio - przecież jesteś królem ulicy i świata. Wtem! Natrętny dzwonek okazał się dzwonkiem tramwaju, który na zielonym świetle chciał przejechać przez skrzyżowanie. Udało Ci się. Jechałeś powoli i wbiłeś się tylko na kilka centymetrów. Twój SUV utknął tuż za środkowymi drzwiami wagonu płacąc porysowanym zderzakiem za twoją pewność siebie. Patrzysz z nienawiścią na tramwaj pełny ludzi. Wysiadasz, zamiast po prostu się cofnąć. Idziesz do motorniczego i drzesz się, że to jego wina, próbując wymusić na nim i świadkach zmianę rzeczywistości. Oburzony odmową, rozkazujesz żonie dzwonić na policję, a sam dzwonisz do kogoś, do kogo mówisz "panie komendancie". Wszyscy mają wiedzieć, że to ty wygrasz tę potyczkę. Skąd miałeś w tym momencie wiedzieć, że części pasażerów będzie się chciało zostać i poczekać na policję? Nadmierna pewność siebie może zgubić. Ty, buraku, zapłacisz za naprawę tramwaju. Odczuwam z tego powodu paskudną satysfakcję.
niedziela, 06 września 2009
Za Chiny Ludowe i ciut więcej nie umiem zrozumieć faktu, że wszystko podporządkowane jest tzw. skowronkom. No, w zasadzie oprócz knajp. Do pracy trzeba chodzić na ósmą lub dziewiątą, co dla sowy jest absurdalnie wczesną porą, choćby dzień wcześniej położyła się spać o 21 i spała bite 10 godzin. Żeby chodzić w godzinach późniejszych, trzeba się zatrudniać na stanowiskach wymagających pracy zmianowej, zazwyczaj podle płatnej, albo być wolnym strzelcem w jakimś zawodzie. Kłopot w tym, że w większość zawodów, nie wiedzieć czemu, ton nadają skowronki, o których wiadomo, że są mniej kreatywne niż sowy (za to, podobno, bardziej dokładne). Innymi słowy mówiąc, wietrzę tu jakiś spisek mniej kreatywnych, mniej zdolnych i bardziej pedantycznych skowronków. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że wstając do pracy przed 7 i mając po pracy pół dnia wolnego nie jestem w stanie niczego zrobić, bo jestem dokładnie i skutecznie rozbity faktem, że muszę wstać o porze, w której mój organizm domaga się snu? He, he... fajnie jest mieć winnego. Najlepiej nie siebie... Do następnego, Intel-e-gent
poniedziałek, 17 sierpnia 2009
Gdy zasilacz mojego laptopa nagle wypluł z siebie kłęby dymu, a korki w mieszkaniu szczęknęły złowieszczo i zapadła ciemność poczułem ulgę. Przede wszystkim dlatego, że przeżyłem... Niestety, jak się okazuje, komputer przenośny jest przenośny tylko z nazwy. Zbyt częste transportowanie go z miejsca na miejsce przyspiesza proces degradacji części. W przypadku mojego zasilacza skończyło się jak skończyło. Trwa proces reanimacji laptopa, który podobno przeżył. Stanąłem więc przed perspektywą straszliwą dla człowieka uzależnionego od infostrady. Brak sieci, brak wiadomości, brak możliwości dodawania czegokolwiek do zasobów. I nagle poczułem się wspaniale. Po weekendzie bez dostępu do sieci, bez czytania poczty, wysyłania mejli, gadania na gg czy innych aktywności sieciowych, boli mnie tyłek od jazdy na rowerze (nie mogłem się zmoblizować od miesięcy), głowa boli od niewyspania po przegadanej nocy, a nogi od spacerów. Nagle znalazł się czas na spotkania ze znajomymi, rozmowy i robienie rzeczy nie związanych z patrzeniem w niebieskawą poświatę monitora. Więc, gdy zapłonie ci komputer - raduj się. Druga taka okazja nieprędko się trafi. Do następnego, Intel-e-gent PS Dzisiejszy wpis jest sponosorowany przez Sister. Dziękuję za użyczenie mi na chwilę swojego lapa :)
niedziela, 19 lipca 2009
Z rosnącym zdumieniem obserwowałem rodzinę stojącą przede mną w kolejce. Obwieszony złotem facet o szerokim karku, biuściasta blondynka i, na oko, pięcioletni chłopiec. Ona pracowicie pakowała zakupy, on jej w tym pomagał. Dzieckiem nie interesowało się żadne z nich. A chłopiec miał pomysł na zabicie nudy. Zaczął od demolowania łańcucha, który zawiesza się, aby zablokować wyjście z kasy. Nieudolnie próbował go zawiesić, ale że wciąż nie mógł go zaczepić o kółko, to ciągnął coraz mocniej. Zaczął szarpać. Ojciec spojrzał, po czym wrócił do pakowania zakupów... Szarp. Szarp. Nie udało się. Trzeba znaleźć inne zajęcie. O, a tu można wejść na miejsce kasjera. Krzesło ma na dole kółko jak kierownica! Można pokręcić. Ojciec spojrzał. Zero reakcji. Moje brwi unosiły się coraz wyżej. Zastanawiałem się nad dorzuceniem do zakupów gumy do żucia w celu przeżucia i naklejenia bachorowi na głowę z kultowym tekstem "ja też byłem wychowywany bezstresowo". Hmm... o, jakie fajne. Nacisnę. O światełko miga. Nacisnę. Nie miga. Nacisnę... Tego ojciec już nie zasłonił swoim karkiem, choć próbował przystępując (dopiero po spakowaniu wszystkiego!) do płacenia. Kasjerka zareagowała bardzo łagodnie, prosząc "sympatycznego kawalera o wyjście z tego miejsca". Ojciec się oburzył "On się tylko bawi, o co pani chodzi?" Brak słów. Cała nadzieja w tym, że dzieciak włoży kiedyś oba palce do kontaktu i wyeliminuje tym samym swoje geny z puli, ku pożytkowi społeczeństwa...
Do następnego, Intel-e-gent
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||