Zapiski z oblężonego miasta, czyli świat oczami inteligenta
counter
Blog > Komentarze do wpisu

Dzień świra

Zaczęło się rano. Od paru dni mogę pospać dłużej i wykorzystuję to na pracę w nocy. Jestem typową sową (typowym sowem? ;-) ) i najlepiej funkcjonuję pomiędzy 20 a 2 w nocy. Często, swoją drogą, pracuję do późna - taką mam pracę i już. Rano, pewien idiota, k...a j...a jego mać, uznał, że najlepszą porą na trzepanie dywanów jest czas pomiędzy 8 a 9 rano. Kilkakrotnie prosiłem już sąsiadów o późniejszą porę wykonywania hałaśliwych czynności, ale nic nie pomaga. Pewnie myślą, że jak inteligent nie odbija się na bramce w Tesco o 6 rano, to nie pracuje. KURWA MAĆ.

Potem dozorca postanowił pierdzieć mi pod oknem taką malutką kosiareczką - a miał do skoszenia jakieś 100 metrów kwadratowych. Poszłoby szybciej gdyby administracja zafundowała mu normalną kosiarkę, ale najwidoczniej zarząd spółdzielni uznał, że te pieniądze lepiej przeznaczyć na swoje pensje (a zarabiają od kilkunastu tysięcy złotych wzwyż). W mordę.

Na dodatek postanowiłem zacząć dziś rzucanie palenia. Wszystko trafił szlag, gdy tramwaj linii 19 postanowił rozkraczyć się przy Koszykowej. Normalnie Meszuge!

Oczywiście kolejna paczka zaczęta i znów nie będę miał siły jej wyrzucić zanim wypalę wszystkie i tak w koło macieju.

Kolejny świr trafił mnie na poczcie, gdzie udałem się w celu odebrania paczki, której listonoszowi nie chciało się przynieść - zostawił awizo pomimo tego, że w domu cały czas ktoś był. No i zaczęło się. Jakiś palant handlujący na Allegro wybrał sobie moją mokotowską pocztę na miejsce wysłania 34 (słownie trzydziestu czterech) paczek. 40 minut. Palant mieszka w Ząbkach. Uch!!! Potem panienka domagała się wydania paczki, choć nie miała żadnego dokumentu poświadczającego tożsamość. 10 minut i wizyta kierowniczki poczty, która prezydenckimi niemalże słowy kazała się panience wynosić. Po godzinie miałem swoją paczkę, która okazała się zwykłym listem, tyle że rozmiaru A3. Jak dorwę tego leniwego listonosza...

Na zakończenie uświadomiłem sobie, że w związku z jutrzejszym nalotem B 16 na Warszawę wprowadzono zakaz sprzedaży alkoholu. Kląc na czym świat stoi udałem się posłusznie do sklepu i na wszelki wypadek dokonałem zakupu. Pewnie nie będę potrzebował, ale lepiej być zabezpieczonym. 

I tak mi minął ten piękny dzień. Na szczęście nie wdepnąłem w żadne psie gówno... A zaraz siadam do pracy i mam nadzieję, że jutro o 8 żaden kretyn nie wpadnie na pomysł pierdzenia mi kosiarką pod oknem (ani trzepania dywanów).

Z pozdrowieniami dla Koterskich i Kondrata,

Intel-e-gent 

środa, 24 maja 2006, intel-e-gent

Polecane wpisy

  • Ból wciąż we mnie siedzi

    To już ponad rok, a mnie to wciąż boli. Ciekawe, czy druga strona też boi się spojrzeć w lustro? Wątpię. Ile prawdy jest w tej maksymie, by uważać na przyjaciół

  • Koniec to początek

    Bredzenie o końcu świata wywołuje u mnie uśmiech. Cyniczny uśmiech. Tak się składa, że 2012 był rokiem, w którym mój świat skończył się dwa razy. I co? I nic, b

  • Skasowany wpis

    Nieliczni czytelnicy blogu zauważą pewnie, że zniknął pewien wpis. Zniknął, bo zniknąć musiał. Był niesprawiedliwy, nieobiektywny i, tak naprawdę, nie miał praw

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: